sobota, 2 listopada 2013

Wiersz o Autodestrukcji

Żyła kiedyś kobieta- mawiała mama,
Zawsze na wszystko zapracowywała sama...
Była ładna...szczupła i miała czarne oczy,
Lecz nikt nie spodziewał że w końcu się stoczy...
Przyjaciele zostawili, ojciec ją wyzywał,
Zamiast cudem swoim to dziwką nazywał...
Zamiast kochać to co mu zostało w życiu,
To on ciągle gadał tylko o piciu...
Ona się trzymała, ale jak długo można?
Jak mogła tak cierpieć skoro pobożna?
Jej twarz w końcu zaczęła tracić blask,
Jej dusza wydobywała w samotności wrzask.
Tak głośny i szczery...ale niesłyszalny,
Tak bolący i piekący...lecz nie uleczalny...
Zmieniała się w tyrana- nie wiedziała jak,
Nieraz przez łzę spojrzała ,gdy przefrunął ptak...
Następny cios, łkała o rozpoczynane kłótnie...
Nie mogła zrozumieć czemu robi to tak okrutnie...
Rok później...zmarła, ale dlaczego nikt nie wie...
Jedni mówią że Naturalnie, a drudzy że przy drzewie. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz